Niekończąca się wyprawa

Niekończąca się wyprawa Kiedy bohater dowiaduje się o swoim zadaniu, dowiaduje się też, że aby je wykonać musi przejść całą mapę wzdłuż i wszerz.Wycieczki krajoznawcze są modne. Jakże inaczej autor mógłby dać upust swojej wyobraźni i przedstawić zachwyconemu czytelnikowi niezliczone krainy, duszące się dotychczas w mrokach autorskiej duszy? Czy jest lepszy sposób (poza międzynarodową imprezą w rodzaju koronacji, na którą sproszeni zostają liczni delegaci) na zapoznanie czytelników z rozmaitymi rasami, zasiedlającymi wszystkie te krainy?Popularnym błędem, popełnianym w tej chwili przez dużą liczbę pisarzy, jest postępująca przesada. Bohater musi zwiedzić wszystko, każdą górę, miasteczko, rzeczkę i jaskinię. Jego wędrówka zdaje się nie mieć końca, przemierzane kilometry giną w mrokach niepamięci, a śledzący wyprawę (the quest) czytelnik wodzi palcem po mapce na początku książki, zakreślając nim kółka. Po czym okazuje się, że nie minął nawet miesiąc, a bohater jest u kresu wędrówki, rześki i wypoczęty, jakby to nie on przebył właśnie dystans stulecia z prędkością nadświetlną.Dla odmiany, po zakończeniu podróży i skutecznym zbawieniu świata, droga powrotna zajmuje nie mniej, nie więcej niż: "bohater po wielu trudach dotarł do domu".

Toposy w fantasy i nie tylko.

joel schumacher twoje hale stalowe